czwartek, 10 listopada 2016

Jak rozpoznać orzech w skorupce?


    Chwile wieczności - któż ich nie zna? Wielu uważa je za jedyną pociechę na tym łez padole. Migawki wspomnień i pozostałe pamiątki zmysłów - zapach perfum, ton głosu, ucisk ramion - mają zdolność podtrzymania człowieka podczas upadku. Chwytają Cię za ramię i... nie pozwalają Ci uciec. Przecież nie chciałbyś ponownie się potknąć, prawda? 
    Uważam, że życie to swego rodzaju gra. Rozrywka ludzi, którzy próbują wygrać największy, wypełniony po brzegi worek z niewiadomą nagrodą. Usiłują zdobyć rzeczy i doświadczenia. Doskonalą się. Boją się tylko przegranej. Nie potrafią bowiem kontrolować kostek do gry. Zabawa ta jednak spełnia swą funkcję tylko wtedy, kiedy toczy się fair play. Wówczas nawet ból nabiera właściwości oczyszczających. Ciągle wraca do mnie jednak pytanie: Jak uciszyć drażniący (choć niemy) krzyk naszej duszy, którą pochłonęła rywalizacja? Jak ugasić pożar namiętności i zapalić jedną jedyną świecę spokoju?
Zahartować serce miłością i zrozumieć, że dusza człowiecza jest już w pełni doskonała i nikogo jej nie brakuje. "Zedrzyj z żądz swoją duszę i odkryj nieskończoność." - rzekł do lustra ktoś kiedyś po czym złożył pocałunek na kawałku swojej skóry w cichej modlitwie do ciała -  "Pozwól mi o Tobie zapomnieć.". 
    Grudziński pisał: "(...) jedynie samotność jest w życiu człowieka stanem graniczącym z absolutnym spokojem wewnętrznym, z odzyskaniem indywidualności. Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia, które uprzytamnia nagle własną nicość w rosnącym przeraźliwie ogromie wszechświata." Właśnie tymi słowami przypomniał mi magię samotności, którą niegdyś odczuwałam jako stan wręcz mistyczny. Chcę wrócić do zamkniętych powiek, zaciśniętych ust, zakrytych uszu. Do znieczulonego ciała, by móc oddać się teraźniejszości. Pragnę zatrzeć rysy swojego "ja", nie poznawać ręki i nogi, czuć wibracje wszechświata. I tym pragnieniem przeczę uświadamiającemu postulatowi braku pragnień, dlatego muszę przestać o tym pisać, a działać.
    Kamera, akcja! Losem kieruje delikatny powiew wiatru, razem z którym zmieniamy swoje kształty. Wzrusza piękno powstawania i niszczenia, narodzin i śmierci, istnienia i niebytu, aczkolwiek słowo „przemijanie” pozostawia po sobie głęboką pustkę. Jak to możliwe?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz