Chwile wieczności - któż ich
nie zna? Wielu uważa je za jedyną pociechę na tym łez padole. Migawki wspomnień
i pozostałe pamiątki zmysłów - zapach perfum, ton głosu, ucisk ramion - mają zdolność podtrzymania człowieka podczas upadku. Chwytają Cię za ramię i...
nie pozwalają Ci uciec. Przecież nie chciałbyś ponownie się potknąć,
prawda?
Uważam, że życie to swego
rodzaju gra. Rozrywka ludzi, którzy próbują wygrać największy, wypełniony po
brzegi worek z niewiadomą nagrodą. Usiłują zdobyć rzeczy i doświadczenia. Doskonalą się. Boją się tylko przegranej. Nie potrafią bowiem kontrolować
kostek do gry. Zabawa ta jednak spełnia swą funkcję tylko wtedy, kiedy toczy
się fair play. Wówczas nawet ból nabiera właściwości oczyszczających. Ciągle wraca do mnie jednak pytanie: Jak uciszyć drażniący (choć niemy) krzyk naszej duszy,
którą pochłonęła rywalizacja? Jak ugasić pożar namiętności i zapalić jedną
jedyną świecę spokoju?
Zahartować serce miłością i zrozumieć, że dusza
człowiecza jest już w pełni doskonała i nikogo jej nie brakuje. "Zedrzyj z żądz
swoją duszę i odkryj nieskończoność." - rzekł do lustra ktoś kiedyś po
czym złożył pocałunek na kawałku swojej skóry w cichej modlitwie do ciała
- "Pozwól mi o Tobie zapomnieć.".
Grudziński pisał: "(...)
jedynie samotność jest w życiu człowieka stanem graniczącym z absolutnym
spokojem wewnętrznym, z odzyskaniem indywidualności. Tylko w pochłaniającej
wszystko pustce samotności, w ciemnościach zacierających kontury świata
zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia, które
uprzytamnia nagle własną nicość w rosnącym przeraźliwie ogromie
wszechświata." Właśnie tymi słowami przypomniał mi magię samotności, którą niegdyś
odczuwałam jako stan wręcz mistyczny. Chcę wrócić do zamkniętych powiek,
zaciśniętych ust, zakrytych uszu. Do znieczulonego ciała, by móc oddać się
teraźniejszości. Pragnę zatrzeć rysy swojego "ja", nie poznawać ręki i nogi,
czuć wibracje wszechświata. I tym pragnieniem przeczę uświadamiającemu postulatowi braku
pragnień, dlatego muszę przestać o tym pisać, a działać.
Kamera, akcja! Losem
kieruje delikatny powiew wiatru, razem z którym zmieniamy swoje kształty. Wzrusza
piękno powstawania i niszczenia, narodzin i śmierci, istnienia i niebytu,
aczkolwiek słowo „przemijanie” pozostawia po sobie głęboką pustkę. Jak to
możliwe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz